| Menu strony: |
|
|
|
Historia naszej szkoły
Historia Szkoły Podstawowej w Janowcu nie sięga zbyt odległej przeszłości. Początki nauczania sięgają lat 30 - tych XX wieku. Do 1939 roku działała tutaj przez kilka lat Dwuklasowa Publiczna Szkoła Podstawowa prowadzona przez siostry zakonne (tutejszej parafii - Służebniczki Starowiejskie). Nauczanie prowadziła w ochronce siostra Anna Krzyżan o imieniu zakonnym Brunona. Było to nauczanie charytatywne. Odnalezione dokumenty dowodzą, że nauczanie siostra rozpoczęła w 1933 roku. Wybuch drugiej wojny światowej nie powstrzymał nauczania w tutejszej ochronce. Nadmienić tutaj należy, że Szkoła znajdowała się w Podlesiu Żarowskim, gdyż do 1947 roku nie było nazwy Janowiec. Jeszcze po zakończeniu wojny przez 3 lata siostry prowadziły nauczanie w ochronce, trwało to do 1949 roku, kiedy to została przerwana działalność charytatywna, a nauczanie przejęło państwo. Dzieci przeniesione zostają z ochronki do szkoły - baraku. Barak w częściach zostaje przywieziony z okolicy Mielca i złożony. Były tu trzy klasy lekcyjne i jedno mieszkanie dla nauczycieli. Warunki pracy nauczycieli i uczenia się dzieci były bardzo trudne. Najgorzej jednak było w zimie gdy padał śnieg, nie można było wyjść z baraku, a w lecie przy intensywnych opadach nauczycielka musiała używać parasola, bo padało jej na głowę podczas lekcji. Oprócz trzech sal była jeszcze jedna wynajęta u pana Stanisława Kokoszki do której dzieci dochodziły.
Od 1949 roku już w Janowcu objął kierownictwo pierwszy kierownik nowo utworzonej siedmio klasowej Szkoły Ogólnokształcącej Stopnia Podstawowego pan Mieczysław Styczeń. Pełnił on swoje obowiązki od 1951 roku - więc dwa lata. Od IX do X 1951 roku pani Agnieszka Drozdowska. W okresie 1 XI 1951 - 31 VII 1952 kierowniczką Szkoły była pani Janina Górniak. W tym okresie nauczycielkami w szkole-baraku były panie: Zofia Magdeczko, Rozalia Tomecka, Józefa Rembisz, Stefania Marszałek, Adela Szczur, Maria Rembisz, Stefania Rembisz. Warunki lokalowe coraz bardziej się pogarszały, toteż nauczycielki szybko chciały zmieniać pracę. Wówczas to ówczesna kierowniczka pani Janina Górniak pomyślała o budowie nowej szkoły, napisała ona wiersz - satyrę w której opisała szkołę barak. Wiersz został wydrukowany w prasie: w "Chłopskiej drodze", w marcu 1952 roku.
Jest pewna wioseczka
Jest pewna wioseczka
w mieleckim powiecie
a jakie jej imię
z treści odgadniecie.
Wściekłym zębem wojny
mocno nadszarpnięta
Do dziś wespół z ludźmi
mieszkają cielęta.
W wiosce tej jest szkoła
w baraku się mieści
a o tym baraku
bujne krążą wieści.
Lecz cóż barak winien,
że doznał godności
i miast być kurnikiem
szkołę sobie gości?
Mimo więc, że barak
lichej jest jakości
często w swym ubóstwie
zacnych wita gości.
Przyjadą, pokręcą
mądrymi głowami
odjadą zajęci innymi sprawami.
A barak przeciętny
z nędznymi ścianami
jak świecił, tak świeci
tęgimi dziurami.
Że okna bez szybek,
że piece się walą,
że drzwi są bez klamek
są tacy co chwalą.
I szklą jak umieją
zamiast drzwi to blachę
a wiatr jak hulał
tak hula w baraku.
Że zamek się zatnie,
wszak nic to nie szkodzi ,
oprócz drzwi są okna,
którymi się wchodzi.
A że nauczyciel
trochę się ośmieszy
poziom się podniesie
wśród dziecięcej rzeszy.
Najpiękniej ów barak
sławiony w powiecie
wygląda wśród wichrów
i śnieżnych zamieci.
Wówczas to dzieciska
z radości pękają
bo prosto do ławek
na łyżwach wjeżdżają.
I dobrze, że sport ten
tak lubią zawzięcie
bo w takiej lodówce
zamarzły by przecie.
A że dyscyplina
zostaje na boku
kiedyś się podniesie
nie w tym, w trzecim roku.
Choć lat sześć trwa szkoła
mówić nie wypada
że jednego krzesła
dotąd nie posiada.
Sześć lat się już robią
gdzieś hen w Kolbuszowej
lecz kiedy się zrobią
- nikt tego nie powie.
Tymczasem ucząca
gdy z sił już upada
niby w kabarecie
na stole zasiada
i razem ze stołem
rytmicznie się kiwa,
a dziatwa jak w cyrku
patrzy na te dziwa.
I cóż ją obchodzą
lwy albo mamuty
Kiedy przed oczyma
błyszczą pani buty.
I tak z roku na rok
stan taki się wlecze,
a kto uczyć przyjdzie
czym prędzej uciecze.
Co roku więc w szkole
personel się zmienia
bo nikt wstawiać nie chce
swojego imienia.
Poza tym, gdy ujrzy
wygody, mieszkanie
wymyka z wioseczki
na karku złamanie.
I klnie po sapersku
na wszystkie baraki,
zmyka gdzie pieprz rośnie
lub zimują raki.
I któż na tym cierpi?
Wszak szkoła, wszak dzieci
Poziom zamiast w górę
z góry na łeb leci.
Gdy zaś raz do roku
inspektor tu wpadnie
to syczy i wyje
wzorowo, przykładnie.
Ja mu się nie dziwię,
lecz dziwię się sobie
że trzysta dni wyję
i robię, i robię.
Lecz kiedy kierownik
z Prezydium zawita
podanie do biurka...
i odwrót bez kwita
na wapno, na cement
na zamki, na klamki...
" Do luftu kierownik
oprawić go w ramki ".
Lecz skąd tu materiał,
wziąć znowu? O rety!
gdy dotąd bez ramek
i szkła są portrety!
Nieczuli na pisma
nieczuli na mowę,
a ta, ten i tamten
wciąż suszy im głowę.
Źle robi - to racja
zmyć raczej wypada
i zamiast u dołu
w górze zacząć gadać
a wtedy być może
ów barak w powiecie
straci na swej sławie
lecz zyskają dzieci.
Z tej oto powiastki
morał płynie taki
nie czekać na halniak
lecz burzyć baraki.
A potem? ktoś spyta
"Budować i kwita".
Wiersz ten, z listem, prośbą o zezwolenie na budowę szkoły skierowała pani Janina Górniak do ówczesnego prezydenta kraju Bolesława Bieruta. Do listu dołączyła kartkę namalowaną przez ucznia Jana Grzecha, rysunek przedstawiał barak - pochylone ściany i dziurawy dach oraz nauczycielkę siedzącą pod parasolem na biurku. Rysunek podpisany był tak " W takiej szkole uczą się dzieci w Janowcu". Rysunek był bardzo ładny. W ciągu dwóch tygodni została zatwierdzona budowa szkoły. Praca przy budowie szkoły trwała dwa lata. W komitecie budowy szkoły byli panowie: Nosal Jakub, Nosal Wawrzyniec, Pryga Władysław, Grzech Władysław, Bielat Ludwik, Pryga Franciszek Madura Jan. Kierownikiem budowy był pan Bukowy, a pracą kierował pan Józef Kurek. Niestety pani Janina Górniak pracy w nowej szkole już nie podjęła, gdyż została przeniesiona do Szkoły Podstawowej w Partyni.
Ale napisała wiersz jako podziękowanie za budowę szkoły w Janowcu.
W podzięce
Nie było szkoły w wiosce mej
Długich dziesiątki lat.
W większej kulturze wzrastał las
niż siostra ma i brat.
Chłop dbał o las, choć pańskim był
Wszak to nie żaden mit
A w chłopskiej wsi cóż to za dziw?
Analfabetyzm kwitł.
Mijały wieki krzywd i próśb
Lecz człowiek to nie las.
Chłop ujął w dłoń historii pług
Wolności zasiał brzask.
Dziś w wiosce mej zasługą mas
Wszak to nie żaden mit
Wspaniałej szkoły wyrósł gmach
Mej wioski marzeń szczyt.
Polsko ludowa, Polsko mas!
Dzisiaj gromada ma
Dzięki swe składa u Twych władz
i pieśni wdzięczności łka.
Ludowa Polsko, Polsko mas
W przyszłość zwycięską patrz
Budować Ciebie będziemy wszak
Jak ty budujesz nas.
I w nowej szkole dziele Twym
Wyrośnie człowiek nów.
W traktor przekłuje stary pług
Mocą swych rąk i głów.
Pani Janina Górniak była z wykształcenia polonistką, stąd też zamiłowanie do poezji i literatury, przy czym bardzo ładnie malowała. Budowę kończy nowy kierownik szkoły - baraku pan Tadeusz Dzioba. Budowę ukończono w 1954 roku i we wrześniu tego roku pierwsi uczniowie rozpoczęli naukę. Był to nowy budynek z cegły.
W tym czasie do pracy w szkole przybyli: pan Franciszek Marnik i pani Klotylda Smaczniak (późniejsza żona pana Dzioby). Nowy kierownik znany był w okolicy ze swoich zainteresowań: pszczelarstwem i myślistwem. Lata 1954/55 to pierwsze lata nauki w dzisiejszej szkole. Była to szkoła Ogólnokształcąca Stopnia Podstawowego, siedmioklasowa. Szkoła posiadała siedem klas, przedszkole i dwa mieszkania dla nauczycieli. Warunki lokalowe polepszyły się, praca stała się łatwiejsza. Z pewnością nauka i praca przynosiła więcej satysfakcji zarówno uczniom jak i nauczycielom. Tymi, którzy właśnie wtedy po raz pierwszy przekroczyli próg nowej szkoły byli:
Weronika Babiarz, Tadeusz Cyganowski, Bronisław Grzech, Czesław Nosal, Stefania Para, Danuta Pulak, Marian Siembab, Henryk Skowron i Krystyna Żytniak.
W 1955 roku kierownikiem szkoły zostaje pan Aleksander Ochalik. Uczyli wówczas następujący nauczyciele: pani Helena Ochalik, pani Zofia Szkotnicka, pani Zofia Grzyb oraz państwo Cecylia i Aleksander Wilkowie. Klasy miały po 12,13 uczniów. Istniało wtedy przedszkole, które prowadziła pani Zofia Grzyb (Nosal).
Przedszkole znajdowało się w dzisiejszej sali gimnastycznej, która jako jedyna posiadała parkiet. W szkole przez dwa lata wprowadzone było dożywianie dzieci, było to mleko z ryżem i chleb z marmoladą (były to lata 1957-58). Od 1957 roku do Szkoły wprowadzona była nauka religii, zawieszono krzyże. Naukę religii prowadzili księża: Zygmunt Zając Mieczysław Ryba. Nauka religii trwała do 1960 roku, a później przeniesiono ją do ochronki. Do Szkoły uczniowie chodzili sześć dni. Często uczniom grywał na akordeonie pan Aleksander Wilk, a pani Zofia Szkotnicka uczyła tańczyć. W lutym 1959 roku w Szkole odbywał się kurs kroju i szycia prowadziła go pani Starzyk. Miał on około 30 uczestniczek. Pan Aleksander Ochalik pełnił swą funkcję do 1960 roku. W nowym roku szkolnym 1960/61 kierownictwo objął pan Tadeusz Łakomy, a od 1963/64 pan Adam Swół, który pracował wraz z żoną Władysławą, w tutejszej szkole (z niewielką przerwą) aż do 1987 roku.
W skład ówczesnego grona nauczycielskiego szkoły wchodziły następujące nauczycielki: Maria Witas, Józefa Finor, Stanisława Ptak, Julia Róg, Emilia Kalita, Zofia Cetnar i Maryla Ragan. Szkoła liczyła ponad 100 uczniów. Prowadzone były różnego rodzaju zajęcia, działała drużyna zuchowa, harcerska oraz LOP, Spółdzielnia Uczniowska. Budynek wykorzystywany był nie tylko do nauczania na szczeblu podstawowym. Prowadzona tutaj była edukacja dorosłych, od 1961 roku przygotowywano tutaj młodzież do zawodu rolnika, w ramach Szkoły Przysposobienia Rolniczego, której kierownikiem był najpierw Tadeusz Łakomy, a później Adam Swół. Przedmiotów zawodowych uczyła Stanisława Augustyn. Szkoła Przysposobienia Rolniczego działała przez osiem lat i została przeniesiona do Żarówki, gdzie istniała do 1975 roku. W latach 1975- 85 dzieci dowożono do Zbiorczej Szkoły Gminnej w Radomyślu Wielkim, a w Janowcu funkcjonowała czteroklasowa Szkoła Podstawowa (kierowniczką wówczas była pani Władysława Swół), następnie działała sześcio - oddziałowa Szkoła Podstawowa. Od września 1987 roku dyrektorem szkoły został magister Wiesław Augustyn, który pełnił swą funkcję do dnia 7 lutego 2000 roku, kiedy to dyrektorem szkoły została pani magister Anna Panek (Cetnar). W szkole uczyło się wówczas 149 uczniów. Było osiem klas i oddział przedszkolny, grono pedagogiczne liczyło dwunastu nauczycieli - Barbara Augustyn (polonistka), Krystyna Cetnar (nauczyciel matematyki i bibliotekarka), Grażyna Chmura, Beata Kiełbasa, Józefa Skowron (nauczycielki nauczania początkowego), Danuta Pryga (oddział przedszkolny), Barbara Kurcz (nauczycielka fizyki, chemii i biologii), Sabina Ćwiek (Remian) - nauczycielka historii i geografii, Tadeusz Sołtys ( nauczyciel matematyki i techniki), Tadeusz Wałaszek (nauczyciel języka polskiego i rosyjskiego), Koczocik Piotr (wychowanie fizyczne), Stachura Beata (matematyka), a religii uczył ksiądz Jan Ligas. Obecnie dyrektorem szkoły nadal jest pani magister Cetnar Anna. Szkoła została odremontowana: wymieniono: okna na plastikowe, drzwi wejściowe, dach został pokryty blachą, zmieniono elewację zewnętrzną, wyremontowano sale lekcyjne, sale gimnastyczną (wymalowano, zmieniono podłogi, drzwi, karnisze, firany, meble) oraz wyremontowano łazienki. Dawne mieszkanie po remoncie zostało przeznaczone na klasę informatyczną, (wyposażoną w nowe komputery), kuchnię (wyposażoną w piękne meble) oraz jadalnię gdzie uczniowie spożywają gorące posiłki. Przy szkole są jeszcze dwa mieszkania, gdzie mieszkają nauczyciele tutaj uczący. Obecnie w szkole uczy się ponad 60 uczniów. Jest 6 klas i oddział przedszkolny. Wszyscy nauczyciele posiadają wykształcenie wyższe. Uczy 9 nauczycieli: Katarzyna Madura (oddział przedszkolny), Małgorzata Jeniec, którą obecnie zastępuje Małgorzata Batko, Małgorzata Krzystyniak, Grażyna Chmura (nauczanie zintegrowane), Aneta Misiewicz (matematyka informatyka), Tadeusz Wałaszek (język polski), Sabina Remian ( historia i przyroda), Paulina Grzech - Lis (język angielski), Barbara Połeć (wychowanie fizyczne) i ksiądz Paweł Stabach (religia). Dzieci uczą się w dziewięciu klasach, (klasopracowniach oraz sali gimnastycznej i informatycznej). Pracują tutaj dwie panie sprzątające: Czesława Błachaniec i Maria Frankowicz oraz konserwator pan Jan Pęczek. W szkole jest Spółdzielnia Uczniowska (opiekun pani Małgorzata Jeniec a obecnie w zastępstwie Aneta Misiewicz), która prowadzi sklepik z różnymi smakołykami i słodkościami. W sklepiku sprzedają uczennice klasy VI: Aneta Sztejenka i Beata Wolak. Dzieci objęto dożywianiem, we wcześniejszych latach były to bułeczki drożdżowe i herbata, obecnie są to zupy lub drugie dania przywożone ze Szkoły Podstawowej w Żarówce. Dzięki wspaniale wyremontowanej kuchni i jadalni dzieci mogą smacznie i czysto zjadać gorące posiłki (wcześniej jadano w klasach).
|
|